Zmartwychwstanie jest wejściem w życie Boże, w myślenie Boże, w działanie Boże

Homilia bp. Grzegorza Rysia wygłoszona podczas mszy św. o beatyfikację Sługi Bożego Bogdana Jańskiego

Jon 3,1-10 ; Łk 11,29-32

Trudno  o lepsze słowo na początek spotkania, które jest poświęcone Bogdanowi Jańskiemu; trudno o lepsze Słowo Boże. To Słowo daje nam możliwie najlepszy klucz i do zrozumienia samego Jańskiego, i do zrozumienia charyzmatu, dzieła zmartwychwstańców. To słowo-klucz brzmi: Jonasz. Jonasz, wiemy o tym dobrze, to najważniejsza starotestamentalna figura zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, ale też zmartwychwstania każdego z nas w Jezusie Chrystusie. Stały temat w najstarszej sztuce chrześcijańskiej. Figura Jonasza to figura chrztu, naszej śmierci i zmartwychwstania w Jezusie Chrystusie umarłym i zmartwychwstałym.

Pan Jezus mówi o Jonaszu używając dwóch ważnych zwrotów, dwóch ważnych określeń. Pierwsze z nich to „znak Jonasza”, a drugie to „nawoływanie Jonasza”. Pewnie można było przetłumaczyć mocniej: „przepowiadanie”; tam jest po prostu słowo kerygmat, kerygma Jona. Znak Jonasza i kerygmat Jonasza ‒ to są dwie rzeczywistości bardzo ze sobą połączone, powiązane. Jonasz przepowiadał nawrócenie. Nawrócenie przepowiada ten, kto sam jest nawrócony. Jonasz przepowiada ratunek od śmierci. Przepowiadać ratunek od śmierci może ten, kto sam został od niej wyratowany. Ojciec Prowincjał mówił o współczesnym języku; współcześnie mówi się tak, że przy kerygmacie najważniejszy jest kerios, ten który przepowiada, bo to on jest znakiem. On jest znakiem: nie to, co czyni, nie to, co mówi, tylko to, kim jest. Myślę, że wszyscy to dobrze czujemy, że tak naprawdę najważniejszym pytaniem Księgi Jonasza wcale nie jest pytanie o Niniwę, tylko pytanie o Jonasza. Nie ma wątpliwości co do tego, czy Niniwa się nawróci:  właściwie wiemy to od samego początku. I Jonasz też to wie, że jeśli podejmie się tej misji ‒ jeśli pójdzie do Niniwy i będzie głosił jej słowo od Boga ‒ to Niniwa się nawróci i Bóg ją ocali. Jonasz o tym doskonale wie. Nie jest żadnym problemem nawrócenie Niniwy, problemem jest nawrócenie Jonasza. I suma summarum po przeczytaniu całej Księgi Jonasza nadal nie wiemy, czy Jonasz się nawrócił.
Biblia na określenie nawrócenia używa dwóch bardzo ważnych słów. Zdarza się, że używa ich obok siebie: jedno to metanere, metanoeo, czyli zmienić myślenie, a drugie to epistrefos ‒ zmienić kierunek. Wiemy, że Jonasz zmienił kierunek, dlatego dzisiejsze czytanie zaczyna się od tego, że Pan Bóg przemówił do niego po raz drugi. Kiedy przemówił do niego po raz pierwszy, to Jonasz, zamiast iść na wschód do Niniwy, poszedł najdalej jak to możliwe na zachód, czyli do Tarszisz, pewnie gdzieś w Hiszpanii; zwiał gdzie pieprz rośnie, w kierunku dokładnie odwrotnym, niż chciał Bóg. Więc teraz wreszcie idzie w tym kierunku, w którym go Pan Bóg posyła. I dzieje się tak dlatego, że został przeprowadzony przez śmierć. Przez trzy dni i trzy noce doświadczał śmierci, z której ostatecznie Bóg go wyrwał. Po tym doświadczeniu Jonasz zmienia kierunek, ale czy zmienia myślenie? Głosi Niniwie nawrócenie, ale gdzieś tam w duchu ciągle ma pragnienie, żeby jej mieszkańcy odmówili, nie nawrócili się, i żeby Niniwa została zniszczona.
Znak Jonasz jest o wiele głębszym, o wiele mocniejszym znakiem, niż nam się wydaje w pierwszej chwili. Na czym polega zmartwychwstanie? Zmartwychwstanie nie polega wyłącznie na tym, że cię Bóg wyciągnie z wnętrzności wielkiej ryby. Zmartwychwstanie to nie jest reanimacja. Zmartwychwstanie jest wejściem w życie Boże, w myślenie Boże, w działanie Boże. To jest to, z czym Jonasz ma duży kłopot. Nie domykamy sprawy Jonasza. Bóg przez jego posługę nawrócił Niniwę, ale czy dotarł do samego Jonasza? Słyszymy, jak bardzo Bóg się stara, jak tłumaczy Jonaszowi, jak do końca objawia mu swoje miłosierdzie. Jonasz to miłosierdzie Boże wyczuwa od samego początku tej historii. I ponieważ je zna, przeżywa w sobie opór. Nie będziemy robili tutaj wykładu z historii biblijnej, jest oczywiste, że Jonasz miał tysiąc powodów, żeby Niniwy nie cierpieć. I ma w sobie potężny opór, żeby nie dać się użyć Bogu do tego miłosierdzia w stosunku do Niniwy, której szczerze nienawidzi.  
Księga Jonasza pyta, czy Bóg może kochać twoich wrogów i czy może w tej miłości do twoich wrogów posłużyć się także tobą. Księga jest głęboko w Starym Testamencie, ale pytanie, które stawia, jest absolutnie nowotestamentalne. Jonasz jest naprawdę niesamowitą figurą Jezusa Chrystusa. Księga Jonasza jest niezwykłą zapowiedzią Ewangelii, przykazania miłości do nieprzyjaciół i objawienia Boga, który jest miłosierdziem. Co to znaczy zmartwychwstać w Jezusie Chrystusie? Tu chodzi o jakość życia, o doświadczenie tej miłości, która jest istotą życia Boga, która jest imieniem Boga, treścią życia Boga, jakością życia Boga. Nie chodzi tylko o to, żeby przejść przez próg. Zmartwychwstanie, powtarzam, to nie jest reanimacja, to nie jest proste przywrócenie do życia. Zmartwychwstanie to wejście w życie, które jest w centrum życia samego Pana Boga. Niewiele z tego pojmujemy, ale Bóg nam objawił, że treścią Jego życia jest miłość, która jest sine modo, bez żadnych ograniczeń. Miłość, która jest miłosierdziem, która przekracza wszystkie miary, jakie by człowiek tej miłości chciał stawiać. Nie chodzi o to tylko, że Bóg może cię przeprowadzić przez krzyż. Tu chodzi o to, że może cię przeprowadzić do życia, które jest Jego własnym życiem, do tej miłości, która nazywa się agape.
Dwa teksty Jańskiego, wydaje mi się, opisują doskonale znak Jonasza. Najpierw, w odniesieniu do siebie samego, tekst zapisany 7 listopada 1835 roku. Myślę, że dobrze znany, bo go często cytujecie w różnych swoich wypowiedziach o Jańskim. „Krzyż, oto chorągiew  ‒ symbol naszego bytu na ziemi: cierpieć, cierpieć i cierpieć. Na tym tu koniec. Kto chce iść wyżej i dalej, żyć wiecznie, powinien nie obumierać, w cierpieniu powinien kochać, kochać i kochać. I musi to być symbol prawdziwy, kiedy sam Bóg, stawszy się człowiekiem, w całym swoim życiu wystawił nam tylko jego urzeczywistnienie”. Symbol, znak, to przejście od tego, żeby „cierpieć, cierpieć, cierpieć” do tego, żeby „kochać, kochać i kochać”.
Jonasz dał się przeprowadzić przez cierpienie, natomiast czy dał się poprowadzić do takiej miłości, jaka jest w Bogu?
I drugi tekst, późniejszy o dwa lata. Muszę powiedzieć, że z tekstów, które czytałem, ten jest najmocniejszy. Myślę, że trzeba mieć trzydzieści lat, żeby pisać taki tekst. Potem człowiek już dobiera słowa, ale jak się ma trzydzieści lat, to można pisać w taki sposób. „Pod Ojczyzną rozumieją zwykle tradycje narodowe, pogańskie chwały zwycięstw, świetności ziemskiej, mocy ziemskiej, podniecające pychę narodową i miłość zwierzęcą kraju i rasy. Chrześcijanie powinni raczej szukać tradycji związujących kraj i rasę w jedność powszechną chrześcijańską, przyszłe Królestwo Boże”. No nie wiem, czy by mu to dzisiaj wydrukowali. Ale nasz patriotyzm ma niejednokrotnie w sobie tęsknotę za taką Polską, która jest ponad wszystkim i jeśli trzeba to przeciw wszystkim, a już na pewno w opozycji do rozmaitych innych; Polska jedna, zawsze wygrywająca, zawsze zwyciężająca, chwalebna na wszystkich polach bitew. Ostatnio słyszałem taką wypowiedź: „Dzisiaj jest rocznica bitwy pod Olszynką Grochowską: a jednak zwycięstwo”. Jaka to radość dokopać Rosjanom, nawet jeśli nieskutecznie, ale taktyczne zwycięstwo ‒ armia rosyjska musiała uznać wyższość Polaków. Jański mówi w tym tekście: liczy się nie to, czy Polska przejdzie przez śmierć do zmartwychwstania, tylko liczy się jakość tego odrodzonego życia. Jakość, która jest jednością powszechną, jednością katolicką, chrześcijańską. Jedność powszechna, która się przekłada na królowanie Boga. To jest tylko jedno określenie tej miłości, która nie zna granic, która jest sine modo, która jest pomysłem z Boga. Miłość, która jest znakiem, że Bóg króluje, a nie nasze nieraz bardzo płytkie, nieraz bardzo przyziemne, nieraz bardzo niechrześcijańskie przywiązanie; takie podniety, które podniecają naszą „miłość zwierzęcą do krajów i ras”.
Mocny jest ten Jański, ale radykalnie ewangeliczny. Mówi wyraźnie, o co idziew zmartwychwstaniu: i w odniesieniu do siebie, i w tej misji, która była misją patriotyczną, tyle, że ginącą; wiemy o tym dobrze. Może być bliski wszystkim, bo to napięcie, które jestw Jonaszu ‒ między orędziem, które przekazujesz a tobą samym ‒ w nim jest bardzo mocne. Widać, jak ono w nim pracowało. Całe te przynajmniej ostatnie pięć lat życia: zmagania się, by dorosnąć do orędzia, które się przepowiada, zmagania się uporczywego, myślę, że nawet i uciążliwego. Jego zapiski ze spowiedzi, to jest – kto z nas by się na to dzisiaj porywał? – walka o to, żeby się podnosić, żeby zmartwychwstawać, żeby stać się choć trochę na miarę tego, co się przepowiada innym, żeby nie zaprzeczyć sobą orędzia. Zmaganie, żeby stać się znakiem przepowiadanego orędzia. Bardzo pięknym człowiekiem jest ten Jański. Muszę powiedzieć, że z wielką radością odprawiam Eucharystię o jego beatyfikację. Zróbcie wszystko, żeby był znany ‒ po to, by był patronem dzisiejszego człowieka. Dzisiejszego człowieka, który czuje się wezwany do ewangelizacji w całym radykalizmie tego, co ona oznacza: tego projektu, którym jest Jezus Chrystus zmartwychwstały.

Dodatkowe informacje