Czym jest Droga Światła?

 

 

Rozmowa z Ks. dr hab. Grzegorzem Rysiem, wykładowcą Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie oraz Wyższej Szkoły Europejskiej im. Ks. Józefa Tischnera.

 

Czym jest Droga Światła, nabożeństwo mało chyba znane w Polsce? Czy stanowi ono kontynuację Drogi Krzyżowej?

 

– Niewątpliwie istnieje tutaj jakaś analogia. Tak jak jest XIV stacji Drogi Krzyżowej, tak w Drodze Światła proponuje się również XIV stacji wielkanocnych, opartych na tekście Pisma Świętego.

To niezbyt popularne w Polsce nabożeństwo nie jest jednak wbrew pozorom zupełnie nowe. Ma ono bowiem swoje korzenie jeszcze w duchowości salezjańskiej. Droga Światła na szerszą skalę stała się znana w Roku Jubileuszowym. Znalazła się ona w oficjalnym modlitewniku Wielkiego Jubileuszu i pielgrzymi udający się do Rzymu mogli ją odprawiać. Spotkała się chyba jednak z większym odzewem na Zachodzie niż w Polsce. Ja sam zetknąłem się z Drogą Światła w Londynie w jednej z parafii angielskich.

Dwa lata temu w Krakowie spróbowaliśmy pierwszy raz odprawić Drogę Światła z duszpasterstwami akademickimi. Szliśmy wtedy ulicami miasta w wigilię świętego Stanisława (7 maja) z Wawelu na Skałkę. Ponieważ największym świadkiem zmartwychwstania jest zawsze męczennik, połączyliśmy ze sobą wspomnienie męczeństwa św. Stanisława i medytację nad wydarzeniem Paschy. W tym roku Droga Światła będzie organizowana już po raz trzeci. Powoli to wydarzenie przebija się jakoś do świadomości krakowian. Rozpoczynamy zwykle z kilkudziesięcioma osobami, ale jak dochodzimy do Skałki, jest już spory tłum (lepiej powiedzieć: wspólnota!), idący za krzyżem przewiązanym stułą koloru czerwonego – symbolem zmartwychwstania, a nie tylko męki Jezusowej.

 

No właśnie. W liturgii chyba dużo mocniej akcentuje się mękę i śmierć Jezusa, a więc i Wielki Post, niż okres wielkanocny?

 

– Myślę że troszkę zachwiane są tutaj proporcje. Nasza pobożność wielkopostna jest rozbudowana; także bardzo emocjonalna. Tak naprawdę idea tych 40 dni jest jednak taka, że musimy w Wigilię Paschalną odnowić swoje przyrzeczenia chrzcielne, tzn. odkryć w sobie zmartwychwstanie Jezusa. Istnieje niebezpieczeństwo, że gdy skoncentrujemy się na samym Wielkim Poście, to nie poprowadzi nas do tego, co jest istotą chrześcijaństwa – doświadczania żywego Jezusa, tego że On jest Kimś żywym w moim życiu. Ponieważ aby uznać prawdę o tym, że Jezus został zabity, nie trzeba być wierzącym – na to są świadectwa historyczne. Wiara sprawdza się dopiero w doświadczeniu żywego Jezusa. Już Ojcowie Kościoła zwracali uwagę, że post trzeba uświęcać, że musi on znaleźć znaczenie poza sobą. Pamiętać musimy, że to Wielkanoc jest najważniejszym wydarzeniem chrześcijańskim, a Pascha absolutnym centrum naszej wiary. Tak więc te 50 dni od zmartwychwstania powinno być jednym wielkim świętem. Tymczasem nie wyraża się to za bardzo w naszej pobożności.

 

W jaki sposób więc, i w jakie dni należałoby odprawiać Drogę Światła w parafiach?

 

– Zawsze w Kościele tak bywało, że tego typu nabożeństwa najpierw funkcjonują jako wyraz pewnej pobożności, a dopiero później zyskują oficjalną aprobatę Kościoła. W tej chwili jest więc czas na rozmaitą inicjatywę.

Na pewno najlepszym czasem na przeżywanie Drogi Światła byłaby niedziela albo sobota wieczór, ale cały okres wielkanocny jest obchodem zmartwychwstania Jezusa. Dzień więc, wydaje mi się, nie jest tutaj aż tak istotny.

Samo nabożeństwo może być np. drogą do chrzcielnicy i kończyć się odnowieniem przyrzeczeń chrzcielnych. Można wprowadzić również znak paschału, za którym wędruje się pomiędzy poszczególnymi stacjami. Albo też, tak jak robimy to w Krakowie, podążać za krzyżem przewiązanym czerwoną stułą.

 

Rozmawiał Błażej Tobolski

Rozmowa ukazała się w Przewodniku Katolickim 13/2005

Dodatkowe informacje