Wszystko do podkreślenia

 

logo-w-drodze-miesiecznik-120x42

 

Wszystko do podkreślenia

Wojciech Dudzik OP

To, co jest największym atutem tej książki, leży poza nią. Można w niej bowiem wyczytać świadectwo wiary autora. A wiara nie rodzi się z pisania książek, tylko ze słuchania Bożego słowa. Gdyby za tym tekstem nie stała modlitwa i Ewangelia wprowadzana w życie, nie byłoby w nim tej ogromnej siły, która pociąga czytelnika do spontanicznie wyrywającej się podczas lektury modlitwy: Panie Boże, też tak chcę! Gdy czytałem książkę bp. Grzegorza Rysia, nieraz powracało do mnie zdanie z Ewangelii: „Skąd to u niego? I co to za mądrość, która mu jest dana?” (Mk 6,2). A może odzywała się we mnie, jako wciąż początkującym głosicielu słowa, subtelna zazdrość? Z pewnością można się uczyć od biskupa Rysia sposobu komentowania Dobrej Nowiny. Jest w tej metodzie odwaga szerokich wód w rozwijaniu tematów zakorzenionych w świętym tekście i cierpliwość łowienia sensów płynących z jednego tylko słowa.

Książka Wiara z lewej, prawej i Bożej strony jest zbiorem rekolekcji głoszonych przez  ks. Grzegorza Rysia nim został biskupem. Wśród poruszanych tematów jednym z ważniejszych jest bez wątpienia Kościół – jaki powinien być, jak został przedstawiony w Nowym Testamencie i jaka jest jego aktualna kondycja. Gorzkie nieraz stwierdzenia, że daleko nam do gorliwości i bezinteresowności Apostołów i pierwszych wspólnot, że biskupi i księża zapomnieli o służbie i że nie urzędy i godności nas zbawiają, to nie wyrzuty zewnętrznego obserwatora. Słychać w nich troskę kogoś, komu na Kościele bardzo zależy – nie dlatego, że jest księdzem i że tak wypada.

Od początku, jak pisze biskup, Kościół nie dorastał do swoich ideałów. Ale też od początku dbał o swoje nawrócenie i powrót do pierwotnej gorliwości. Mocno zapada w pamięć powtarzane zdanie, że jedność nie oznacza jednolitości. Jest to niełatwa lekcja o wzajemnej miłości i szacunku dla ludzi myślących i odbierających świat zupełnie inaczej niż my, ale wiara podpowiada, żeby nazywać ich braćmi i siostrami, uczniami tego samego Nauczyciela, napełnionymi tym samym Duchem. I chociaż wiem, że biskup Ryś nie buduje ze słów nowego Kościoła, że jedynie czyta uważnie Pismo Święte i wyciąga z niego twórcze wnioski, to jednak mam ochotę deklarować: W takim Kościele chcę żyć!

Kaznodzieja karmi słuchaczy tym, czym sam żyje. To dość oczywiste. W głoszonych kazaniach zawsze się zdradzamy ze swoim przeżywaniem świata i wiary, reagowaniem na sprawy wielkie i małe. Każdy, kto na ambonie ma odwagę być prawdziwy, staje tam nagi. Ma wówczas do dyspozycji jedynie słowo Boże, które trzeba podać dalej. Tyle że to słowo przechodzi przez nas. Przynajmniej tak powinno to wyglądać. Jak jest naprawdę, wiedzą zarówno głoszący, jak i słuchający. Jan Chrzciciel nazywał się głosem. Dawał słowu formę i dźwięk. Treść pochodziła od Słowa. Piszę tak, bo jak już wspomniałem, sam się uczę, jak głosić i jak nie przeszkadzać w tym Duchowi Świętemu. A zarazem wciąż się przekonuję, że każdy z nas mówi przez całe życie o swoim osobistym spotkaniu ze Zmartwychwstałym Panem.

W głoszeniu biskupa Rysia słychać jemu właściwe tematy i struny, które najmocniej go poruszają. Widać też wyraźnie zaplecze intelektualne jego kaznodziejstwa: z wykształcenia jest historykiem Kościoła. Pojawiają się więc w tych kazaniach przykłady z życia Kościoła i jego świętych, które ani nie obciążają zanadto swoją fabułą, ani też nie bagatelizują Ewangelii. Chodzi o pokazanie, że tak da się żyć. Że Pan Jezus nie głosił i nie proponował swoim uczniom jakiejś niedostępnej wersji równoległego świata.

Spośród przywoływanych tu postaci na pierwszy plan wysuwają się św. Benedykt, św. Franciszek czy św. brat Albert z Krakowa. Mówią słowami i obrazami ze swojego życia. Co ciekawe, trudno odnieść wrażenie, by formuły i rozwiązania z Reguły św. Benedykta – spisanej w VI wieku, były tylko staromodną broszką dopinaną do kazania dla podbicia dumy głoszącego. To lekcje od „świętego obcującego z nami”, bardzo aktualnego. Stoi pewnie za tym wiara autora, że ci, którzy żyli kilkanaście wieków temu, tworzą z nami tajemniczą, ale jedną wspólnotę.

Ważne miejsce w treści ponad pięćdziesięciu kazań i konferencji składających się na wspomniany zbiór, zajmują modlitwa osobista i udział w Eucharystii – życiodajne źródła Kościoła. Bez Eucharystii, mówi biskup Ryś, nie ma mowy o Kościele, a bez naszej osobistej więzi z Chrystusem nie ma mowy o byciu chrześcijaninem. Z lektury nie wynika oczywiście, że coś musimy i że Bóg miałby nas do czegokolwiek przymuszać. Autor tak przedstawia Boga i nasze sposoby na dotykanie Jego mocy, że człowiek sam chce próbować, że chce się nawracać do często zapomnianej pierwotnej miłości i gorliwości. To dopiero kaznodzieja, który tak zapala!

Każdy z nas inaczej czyta książki: znam osoby, które podkreślają ołówkiem, a czasami kolorową kredką zdania ważne, ciekawe, takie, których nie chcą zapomnieć. Choć należę do tych, którzy nie kreślą po książkach, w przypadku tej lektury miałem ochotę to robić przy każdym zdaniu. Wcale nie przesadzając i nie szukając względów w hierarchii kościelnej, mogę bez wahania pokusić się o taką oto pointę, że w nowej książce bp. Rysia wszystko jest do podkreślenia i zapamiętania. I oczywiście do wprowadzenia w swoje życie.

 

Wojciech Dudzik – ur. 1981, dominikanin. Członek redakcji miesięcznika „W drodze”. Pracuje w sekretariacie Polskiej Prowincji Dominikanów. Mieszka w Warszawie.

 

Dodatkowe informacje