logo pastores

Pierwotnie tekst ukazał się w kwartalniku PASTORES 41(2008) nr 4

 

„Udał się do Kafarnaum, miasta w Galilei, i tam nauczał w szabat. Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy. A był w synagodze człowiek, który miał w sobie ducha nieczystego. Zaczął on krzyczeć wniebogłosy: «Och, czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić? Wiem, kto jesteś: Święty Boga». Lecz Jezus rozkazał mu surowo: «Milcz i wyjdź z niego!». Wtedy zły duch rzucił go na środek i wyszedł z niego, nie wyrządzając mu żadnej szkody. Wprawiło to wszystkich w zdumienie, i mówili między sobą: «Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą». I wieść o Nim rozchodziła się wszędzie po okolicy” (Łk 4,31-37).

„Jezusie Nazarejczyku, (...) wiem, kto jesteś: Święty Boga”
Czy może być trafniejsza aklamacja?
Czy może być prawdziwsze zdanie?
Czy może być poprawniejsze teologicznie twierdzenie?
„Święty Boga.” Jeszcze nikt Go w ten sposób nie nazwał. Jeszcze nikt do tej pory nie zobaczył w Nim Kogoś nadzwyczajnego.
W Jego rodzinnym Nazarecie (to poprzednia perykopa w Łukaszowej Ewangelii) najbliżsi Mu ludzie zgorszyli się Jego zwyczajnością: „Czy nie jest to syn Józefa?” (Łk 4,22).
Ale tu, nareszcie, zdecydowane rozpoznanie, wypowiedziane publicznie – w synagodze, w modlitewnym zgromadzeniu Ludu Bożego: „Święty Boga”.

I...
... zabronił mu mówić: „Milcz!”.

To Ewangelia, która pokazuje, jakim przywilejem jest mówić o Chrystusie! Jakim darem jest prawo do głoszenia Słowa! Jak bardzo jesteśmy szczęśliwi, kiedy Bóg daje nam Słowo („wkłada nam je w usta”) – kiedy nam go nie odbiera – kiedy nam nie zabrania głosić!
Jakie w tym darze kryje się rozpoznanie! I jak czytelne kryterium rozeznawania duchów!
Przeżywając w sobie charyzmat Słowa – powołanie i zdolność do Jego głoszenia – dotykamy w sobie niejako Ducha, z którego natchnienia możemy przemawiać (por. Dz 6,10).
Ale wtedy, kiedy Słowo zdaje się nam być zabrane, jakby zamknięte i niedostępne – mamy prawo się bać; mamy mocny i bolesny znak, by pomyśleć: czy nie trwonimy energii w pogoni za innymi duchami – za duchem nieczystym? Czy nasza pustka wewnętrzna nie jest efektem braku modlitwy? Medytacji? Adoracji? Lektury Pisma? Wtedy mamy obo­wią­zek też zapytać, na ile Słowo, które ostatecznie moglibyśmy wypowiedzieć (bo przecież głosiliśmy Je wie­lokrotnie), byłoby w tym momencie odbiciem naszej wewnętrznej praw­dy, a w jakim stopniu byłoby pełne wewnętrznej sprzeczności – jak w ustach szatana, który z jednej strony uznaje w Jezusie Boga, a z drugiej protestuje przeciwko Jego obecności: „Przyszedłeś nas zgubić?”.

„Milcz!” Nie ma prawa mówić, bo ma w sobie ducha nieczystego. Choć teoretycznie wie wszystko. Zna prawdę. Wie coś, czego – oprócz niego – nie wie nikt w tej synagodze. Ale nie wolno mu mówić. Czy Chrystus nie chce nam powiedzieć, że w głoszeniu Słowa chodzi o coś jeszcze więcej niż tylko o przekaz „prawdy”, o otwarcie na rodzaj wiedzy, o światopogląd uwzględniający religijne hipotezy? Chodzi o wprowadzenie w rzeczywistość DUCHA! O doświadczenie nie tylko Jego mądrości, ale i MOCY! Słowo opętanego jest słowem, które w nic nie wprowadza. Przeciwnie, jest słowem ucieczki od Rzeczywistości, o której mówi i którą – teoretycznie – uznaje: „czego chcesz od nas?!”. Więc: „Milcz!”.

Przyjmujemy to słowo Jezusowe w gronie uczniów – powołanych nie tylko do głoszenia Słowa, ale także do tego, by innych przygotować do tej posługi w Kościele. Przyjmujemy je z wdzięcznością. Wiemy, że – przy całej swej ostrości – jest

słowem zrodzonym, jak każde słowo Jezusa, z miłości. To Słowo nas egzorcyzmuje – uwalnia: tak, jak wtedy w synagodze w Kafarnaum wyzwoliło człowieka opętanego. My też uznajemy i doświadczamy w sobie siły Jezusowego słowa: „Cóż to za słowo, że z władzą i mocą rozkazuje nawet duchom nieczystym, i wychodzą”.

Skąd płynie ta siła?
Skąd się bierze ta niezwykła moc?
Co wzbudziło podziw zebranych w synagodze słuchaczy?

W relacji Łukasza uderza fakt, że to doświadczenie mocy Jezusowego słowa było ich pierwszą reakcją. Nie zrodziło się dopiero na widok cudu. Towarzyszyło im od samego początku: „Zdumiewali się Jego nauką, gdyż słowo Jego było pełne mocy”. Intrygujące jest to, że Łukasz nie napisał, o czym mówił Jezus. Najwyraźniej owa moc nie brała się z tego, że mówił interesująco i składnie, ani nawet nie stąd, że mówił o „rzeczach” ważnych.
Ona brała się z tego, KIM BYŁ!
W całej prawdzie swojej Osoby: w głębokiej jedności tego, co Boskie z tym, co ludzkie; w relacji do Ojca i do Ducha Świętego, w pełnym mi­łości odniesieniu do bliźnich – także tych opanowanych przez zło.

W taki sposób dzisiejsza Ewangelia z mocą potwierdza rangę tematu, który podejmowaliśmy w ciągu ostatnich trzech dni – podkreśla, jak waż­na jest formacja człowieka, który ma głosić Słowo, także jego formacja ludzka: do dojrzałego i odpowiedzialnego człowieczeństwa, do umiejętnego korzystania z kultury, do dojrzałości emocjonalnej, do uporządkowanego przeżywania swojej seksualności, do nawiązywania głębokich, a jednocześnie przejrzystych relacji z ludźmi we wspólnocie seminarium, a kiedyś: prezbiterium, parafii, klasztoru, ruchu kościelnego itd. To temat ważny. Tym bardziej, że w naszej polskiej rzeczywistości nierzadko lekceważony. Kolejni polscy poeci – od Norwida po Miłosza – piszą z goryczą o tej dysproporcji, wręcz rozziewie, jaka w Polaku jest między „obywatelem”, a więc pewną funkcją społeczną, a „człowiekiem”. W tej analizie – dokonywanej z młodymi ludźmi, z kandydatami do kapłaństwa – warto również sięgnąć do tekstu wypowiedzianego przez Sługę Bożego Jana Pawła II do młodzieży, podczas pamiętnego apelu jasnogórskiego w 1983 roku: „Moi drodzy przyjaciele! Do was, do was należy położyć zdecydowaną zaporę demoralizacji – zaporę tym wadom społecznym, których ja tu nie będę nazywał po imieniu, ale o których wy sami doskonale wiecie. Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od was nie wymagali. Doświadczenia historyczne mówią nam o tym, ile kosztowała cały naród okresowa demoralizacja. Dzisiaj, kiedy zmagamy się o przyszły kształt naszego życia społecznego, pamiętajcie, że ten kształt zależy od tego, jaki będzie człowiek. A więc: czuwajcie!”.

Wiemy – było to przedmiotem naszej ciągłej refleksji przez ostatnie dni – jak wiele „zależy od tego, jaki będzie człowiek”. Zależy od tego nie tylko kształt życia społecznego, ale także jakość naszych wspólnot w Kościele. Przede wszystkim zaś – co z taką siłą przypomniała nam dziś Ewangelia – zależy MOC głoszonego przez nas w Kościele SŁOWA.


ks. Grzegorz Ryś                    

(Homilia wygłoszona 4 września 2007 w Kalwarii Zebrzydowskiej podczas dorocznego zjazdu rektorów wyższych seminariów duchownych diecezjalnych i zakonnych)

 

Additional information