Spisany tekst homilii podajemy za portalem DEON.PL

 

 "Byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie" [Mt 25, 35].

To jest tekst, który w ostatnim czasie jest bardzo często powtarzany, bardzo często jest przez nas słuchany, jest też przedstawiany jako głos w debacie publicznej. Ale jest to taki tekst, którego nie można oswoić przez częste powtarzanie.

To jest zapis rozmowy Jezusa z człowiekiem, która ma zadecydować o naszej wieczności. Nie ma decydować o tym, co tu i teraz, w tej chwili. Przynajmniej nie tylko o tym. Nie ma decydować o losach Polski czy Europy na najbliższe ćwierć wieku, tylko ma zdecydować o naszej wieczności. Bo jest to fragment wielkiej sceny, którą ewangelista Mateusz kreśli w 25. rozdziale: jest to scena Sądu Ostatecznego.

Nic dziwnego, że ten tekst jest jednym z najważniejszych tekstów komentowanych w Kościele. Święty Augustyn komentuje go i przytacza w swoich pismach prawie 300 razy! Niewiele jest takich tekstów w Biblii, które byłyby dla Augustyna tak ważne.

Ten tekst ustawia nasze czyny miłosierdzia w zupełnie innej perspektywie niż ta, która jest nam na co dzień podpowiadana. Bo ten tekst pokazuje miłosierdzie przede wszystkim jako odpowiedź, której człowiek udziela ostatecznie Bogu.

Jesteśmy postawieni o wiele dalej w tym tekście niż w perspektywie Starego Testamentu, która też jest piękna, ważna i sensowna. Stary Testament pokazuje miłosierdzie jako odpowiedź i wdzięczność. Ale jest to wdzięczność wobec człowieka. Odpowiedź na to, czego sami doświadczyliśmy od ludzi.

Ile razy Stary Testament mówi o gościnności - że trzeba przyjąć przybysza i cudzoziemca (a mówi o tym często, bo gościnność jest jedną z absolutnie najważniejszych cech człowieka biblijnego) - to przypomina Żydom, że kiedyś też byli przybyszami. Księga Kapłańska (19, 34) mówi, że "Przybysza, który się osiedlił wśród was, będziecie uważać za obywatela. Będziesz go miłował jak siebie samego, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej. Ja jestem Pan, Bóg wasz!".

Nie wiem, jakie macie emocje, słuchając tego tekstu. Ja myślę o tym, że Egipt wcale nie był jakimś "wyśnionym światem" dla Żydów. Egipt wcale nie wzbudzał w nich jednoznacznych skojarzeń. Egipt to była dla nich ziemia niewoli, miejsce uciemiężenia nieludzką pracą. Egipt to było miejsce, gdzie zabijano synów Izraela, topiąc ich w Nilu.

Ale zanim to wszystko się stało, to Egipt był też dla nich ziemią, która ich uratowała od śmierci głodowej. Ziemią, gdzie mieli możliwość rozwinąć się w mocny, wielki naród. Dopiero potem stał się dla nich ziemią trudną, ziemią straszną, ziemią niewoli. Wcześniej był ziemią gościnności. Ziemią, która uratowała ich życie i pozwoliła im przetrwać.

To jest niesamowite, że Pan Bóg przypomina im: "Bądźcie gościnni, bo byliście przybyszami w Egipcie", "pamiętajcie, że was przyjęto, że was uratowano od śmierci". Oczywiście, oni pamiętają wszystko - i to, że byli gościnnie przyjęci, ale też to, że byli prześladowani i zabijani. Pamiętać trzeba wszystko. Ale pamięć jest też po to, by człowiek umiał z niej wybrać to, co chce kontynuować. Którą część tej własnej przeszłości będzie przedłużać.

To brzmi bardzo współcześnie, jest bardzo bliskie. Nie chodzi o to, by w imię jakiejś tam poprawności mówić o ludziach wszystko, co dobre i w sposób naiwny. Albo tym bardziej wszystko, co złe - w sposób niedopuszczalny i sprzeczny z Ewangelią. Historie między ludźmi są różne: lepsze, gorsze, łatwiejsze, trudniejsze. Pytanie brzmi: co człowiek chce kontynuować, jeśli pamięta? Byliście cudzoziemcami - i dlatego masz ukochać cudzoziemca. Ma być dla ciebie obywatelem. Człowiek z Egiptu - człowiek, który wcale nie wzbudza najlepszych emocji w tym, kto go przyjmuje.

To, co mówi Stary Testament, to już jest bardzo dużo. To poziom, którego nie należy przeskakiwać, pomijać. Tora mówi w Księdze Powtórzonego Prawa, że "Pan miłuje cudzoziemca" (Pwt 10, 18). Ale Ewangelia, którą wysłuchaliśmy, otwiera przed nami zupełnie inną perspektywę. Bo nie mówi, że "Pan miłuje cudzoziemca". Ona mówi, że Pan staje przed nami jako przybysz. Że spotykamy Pana w Jego osobie.

Spośród tych trzystu tekstów Augustyna pozwólcie, że wybiorę ten jeden krótki cytat: "cóż takiego dałeś, czegoś wcześniej nie otrzymał ode mnie? Chrystus dał ci samego siebie. Jak możesz odmówić daru Chrystusowi, który jest w tych, którzy są w potrzebie? Chrystus jest tym, który karmi i - dla twojego dobra - jest tym, który jest głodny. Daje i jest w potrzebie. Gdy daje, chcesz przyjmować. A gdy jest potrzebującym, to nie chcesz Mu dać? Chcesz spotkać Chrystusa zasiadającego na tronie w niebie? Oczekuj, by Go spotkać, gdy leży pod mostem. Oczekuj Go, gdy jest głodny. Oczekuj Go jako przybysza. Oczekuj Go".

To nie jest tak, że masz przyjąć Go z konieczności, jak przyjdzie. Augustyn mówi: "oczekuj Go", "wyczekuj Go". Tak jak wyczekujesz Go, że przyjdzie w chwale, że zasiądzie na tronie. Chcesz Go takim spotkać? To wyczekuj Go też, gdy leży pod mostem. I tu nie chodzi o żadne moralizowanie czy budowanie lepszego świata. Tu chodzi o wdzięczność.

Augustyn mówi wyraźnie - daję z tego, co otrzymałem. I daję dlatego, że otrzymałem. To nie jest tak, że od razu mam szukać i zdobywać jakieś niesamowite środki, bo obok mnie znalazł się ktoś potrzebujący. Mam brać z tego, co otrzymałem od Chrystusa. I z tego, co wiem, że mam od Niego.

Gdy czytamy opis rozmnożenia chleba, to Jezus nie mówi: "Idźcie i poszukajcie tych dwustu czy trzystu denarów i kupcie jedzenie". On mówi: "Ile macie chlebów?" "Pięć". "To dajcie, wystarczy". Wystarczy z tego, co macie. Podzielcie się tym, co macie. A od kogo macie?

To jest najważniejsze pytanie, bo ono nam przywraca kierunek. Od czasu, kiedy dowiedziałem się, że mamy spotkać się na tej modlitwie, kilka razy czytałem homilię papieża Franciszka, którą wygłosił nieco ponad dwa lata temu na Lampedusie. To jest niesamowity tekst i warto do niego wrócić. Kiedy papież na Lampedusie chciał zdiagnozować nas wszystkich, poczynając od siebie samego, to mówił, że jesteśmy ludźmi, którzy stracili kierunek w życiu, którzy stracili orientację. Że jesteśmy kompletnie zdezorientowani, że nie wiemy, w którą stronę się obrócić. I dlatego nie wiemy, w jaki sposób żyć - bo nie mamy właściwego kierunku. Nie rozeznajemy sensu.

Ten brak kierunku bierze się stąd, że straciliśmy doświadczenie Boga jako Boga. Jako Tego, który jest Pierwszy. Jako Tego, któremu coś zawdzięczam. Ja mu wszystko zawdzięczam! To, co mam, kim jestem - zawdzięczam Jemu. Franciszek mówi, że cała ta dezorientacja zaczyna się na kartach Księgi Rodzaju. Pan Bóg uświadamia ją człowiekowi dwoma pytaniami, którymi się ta Księga właściwie otwiera. Jest to pytanie do Adama: "Gdzie jesteś?". Bo Adam nie ma kierunku. A potem jest pytanie do Kaina: "Gdzie jest twój brat?". To są te dwa pytania: "Gdzie jesteś?" i "Gdzie jest twój brat?".

Oni nie mają nic do powiedzenia, bo zgubili kierunek. Jedyny istotny, który nas w całości orientuje - kierunek na Boga. Adam stał się Kainem, ponieważ uwierzył, że jest wszechmocny, że może decydować o dobru i złu. Ponieważ uwierzył szatanowi, że Bóg go ogranicza. Uwierzył, że Bóg mu zabiera to, co mógłby mieć. Uwierzył, że wiara jest alienacją. Chciał być sam Bogiem, nic nikomu nie zawdzięczać. Adam nie miał tej podstawowej orientacji, która jest orientacją na Boga. Nic mu nie zawdzięczał - i dlatego może stać się Kainem, może zabić swojego brata.

Jedzenie - skąd je mamy? Modlicie się przed jedzeniem? Modlicie się po jedzeniu? Żeby wiedzieć, że jest darem? No dobrze, musiałem zrobić sobie tę kanapkę. Musiałem zasiać zboże, żeby mieć chleb. Bóg nie daje w taki sposób, żeby nas do tego nie zaprosić. Nie chce, byśmy przy tym darze nie mogli współpracować. Bóg wie, jak dawać, żeby człowieka nie pozbawić poczucia godności.

Bóg umie dawać w taki sposób, że ja się czuję uszanowany, że jestem potrzebny także w tym, co mogę dla siebie wypracować. Ale ostatecznie ten prosty gest - modlitwa przed jedzeniem - pokazuje, że to, co jem, nie jest tak całkiem moje. A jeśli jest darem, to mogę się nim dzielić. Jeśli nie jest darem, to doprowadza nas to do tego, co papież opisał w encyklice "Laudato Si": że jedna trzecia żywności marnuje się, ląduje w koszu.

To jest moje, więc wyrzucam. Gdybyś wiedział, że nie jest twoje, to byś się podzielił. A tak cała ta żywność, która ląduje w koszu, jest - jak mówi Franciszek - "kradzieżą ze stołu ubogich". Za mocno? Czy to nie są słowa do nas?

Ziemia. Mówimy, że to ona nas dziś tutaj zatrzymuje. Ziemia - skąd ją mamy? Skąd masz ten kawałek ziemi, na którym żyjesz? Nie jest nam podarowana? Nawet jeśli jest taką ziemią, która - jak mówił Jan Paweł II - "wiele kosztuje". Jest ziemią, która jest w szczególny sposób nasza i w którą wsiąknęło tak wiele ludzkiej krwi. Zgoda - jest szczególny tytuł do tej ziemi.

Ale czy nie jest nam podarowana? Czy nie jest nam zawierzona? Czy jesteśmy naprawdę jej właścicielami? Jesteśmy jej posiadaczami? Czy zostało w nas jeszcze coś z tego, o czym mówi Psalmista: "Pańska jest ziemia"? Że skoro "ziemia jest Pańska", my też jesteśmy "Pańscy"? Należymy do Niego i ta Ziemia też ostatecznie należy do Niego.

Została zawierzona nam, naszej ludzkiej władzy nad nią, ale nie inaczej niż na wzór tej władzy, jaką ma Bóg w stosunku do nas. Nie jest ona ciemiężeniem, nie jest wyzyskiem, nie jest tylko egoistycznym korzystaniem dla siebie. Nie jest jakąś własną, indywidualną konsumpcją. Bóg nie ma takiej władzy nad światem i nie chce jej mieć.

Na wzór swojej władzy Bóg daje człowiekowi władzę nad światem. Jest to zawierzenie ziemi. Ona nie należy do człowieka, ona należy do Pana: "Pańska jest ziemia". Zobaczymy, że jest ona darem - tak jak chleb, woda, powietrze czy ubranie. Jeśli jest darem, to czy masz prawo się nie podzielić?

To jest istotna orientacja. Bo inaczej będziemy o tym mówić: "przyjmować, nie przyjmować". Rozważać dobrą lub złą albo jeszcze lepszą lub gorszą politykę. Tylko takie argumenty. Nawet jeśli są wyciągane z samego środka Kościoła, to mają charakter myślenia politycznego: Pana Boga w nich nie ma. A przede wszystkim nie ma tego doświadczenia, tego przeświadczenia, że jestem przez Boga na milion sposobów obdarowany. Bóg nie chce ode mnie niczego, czego wcześniej by mi nie dał. Nie przychodzi do mnie w osobie kogokolwiek, z proszącą, wyciągniętą ręką, by prosić o coś, czego mi wcześniej nie podarował.

Zamiast tych wszystkich uprawianych ostatnio racjonalności, warto byłoby postawić sobie pytanie o swoją hojność, która jest odpowiedzią na takie, a nie inne doświadczenie obdarowania przez Boga. Byłem głodny, byłem spragniony, byłem przybyszem - ale najpierw byłem Tym, który daje ci jeść. Najpierw byłem Tym, który daje ci pić. Najpierw byłem tym, który ci zadał ziemię i oddał ci ją. A teraz stoję przed tobą jako Ten, który potrzebuje. A wrócę znów jako Ten, który jest Królem. Jednak pośrodku Bóg jest tym, który - dla ciebie - jest potrzebującym. Ze względu na Ciebie, dla Twojego dobra jest potrzebujący.

Mówiliśmy na początku, że to, co nas orientuje, to krzyż. Jak można odpowiedzieć na to doświadczenie miłości, które płynie z krzyża? Jest taka niezwykła modlitwa siostry Faustyny o miłosierdzie. Modli się do Jezusa, by dał jej miłosierne oczy, ręce, nogi. Koniec tej modlitwy brzmi tak (tu, w tym mieście, trzeba to zacytować): "Pomóż mi, Panie, by serce moje było miłosierne. Nie odmówię mojego serca nikomu. Będę szczera nawet wobec tych, którzy - jak wiem - nadużyją mojej dobroci. Skryję się w najmiłosierniejszym sercu Jezusa. Swoje własne cierpienie zniosę w milczeniu. Niech twoje miłosierdzie, o Panie, spocznie na mnie". Amen.

Additional information